O liczebności klas w szkołach

Podczas dzisiejszej konferencji prasowej wiceprezydent Janusz Nowak odniósł się także do wniosku radnego Marka Pruszaka ws. liczebności klas w szkołach.

- Chciałbym na konferencji odnieść się jeszcze do materiału prasowego z 31 sierpnia, dotyczącego wniosku radnego Marka Pruszaka o rzekomym pogorszeniu się warunków nauczania w 6 elbląskich szkołach, związanym z liczebnością klas.

Pan radny Pruszak w liście do redakcji twierdzi, że dla ponad 450 uczniów warunki nauczania się pogorszą, bo uczyć się będą w klasach 29 osobowych. Zgodnie z Prawem Oświatowym, w klasach I-III max. liczba uczniów w klasie to 27, w klasach  IV-VIII. Przepisy zezwalają na większą liczbę.

Jak to wygląda teraz w Elblągu? W Elblągu, podobnie jak w latach poprzednich, liczebność klas pozostaje na podobnym poziomie i tylko nieliczne klasy mają więcej niż 27 uczniów. Jest więc to liczebność, która pozwala na odpowiednio dobre warunki nauczania. Sugerowanie, że taka liczebność klas to oszczędności kosztem dzieci jest zaskakujące. Szczególnie, że mówi to człowiek, który parę lat  był wiceprezydentem miasta odpowiedzialnym za edukację. Bo, nie kto inny, jak ówczesny wiceprezydent  Marek Pruszak, w sierpniu 2013 roku podpisał wytyczne do wszystkich dyrektorów szkól, w których powołując się na trudną sytuację finansową miasta wyraźnie wskazuje, jak te oszczędności znaleźć. M.in. poprzez ograniczenie do niezbędnego minimum godzin na zajęcia dodatkowe, czy organizowanie na poziomie dolnej granicy liczby godzin zajęć nauczania indywidualnego, a także, przy nauczaniu j. obcego czy WF ustalanie maksymalnych ilości osób w grupach.

Ale to nie wszystko. Rok później, czyli w 2014 r., gdy Marek Pruszak jest dalej wiceprezydentem dochodziło, również do łączenia klas, czego przykładem jest SP 21. Wtedy to wychodzi pismo do rodziców, w którym zapewnia się ich, że wielkość klasy nie determinuje wyników nauczania, a wręcz nawet przeciwnie, przekonuje się, że z analizy wyników klas szóstych wynika, że duże zespoły klasowe od lat osiągają jedne z najwyższych wyników nauczania.

Jaki cel ma więc ta hipokryzja i manipulowanie faktami przez radnego Pruszaka? Czyżby punkt widzenia zależał od punktu siedzenia? Najwyraźniej tamte wytyczne poszyły już w niepamięć?

A może to czysty populizm, po raz kolejny ochoczo stosowany przez radnego Pruszaka? Jego zarzuty, trudno inaczej potraktować niż zagrywkę  polityczną, a nie faktyczną troskę o dobro ucznia - pytał retorycznie i odpierał zarzuty wiceprezydent Nowak